Był sobie Jurek,  mędrzec z Mississagi
Nie wierzył w cuda ani w Baba Jagi
Nie wierzył w szczęście, czy fatalnego pecha
Ani to co z ambony, głosił każdy klecha

Gdy ktoś powiedział: Słońce dzisiaj świeci!,
Jurek odpowiadał: Że to wymysł dzieci!
Gdy deszcz lunął z ciemnego nieba,
Rzekł nie wierzę, dowodów mi trzeba!

Nie wierzył złotej rybce, która wpadła w sieci
Ani bocianom, co roznoszą dzieci.
Nie wierzył także dla własnego kota
Że myszy nie ruszy gdy przyjdzie ochota

[solo]
Chciał szczęście centymetrem zmierzyć
Zważyć prawdziwe piękno aby w nie uwierzyć
Zobaczyć smak kotleta schabowego
Dotknąć wonny zapach jaki wychodzi z niego

Ciągle zmieniał miarki, wzorce, odważniki
Za każdym razem otrzymywał inne wyniki
W książkach się zakopał, po uszy bez miary
Ale i tam nie znalazł poszukiwanej wiary

Raz sąsiad rzekł z szczerym uśmiechem
Musisz się pogodzić ze swoim pechem
Bo gdy nie wierzysz dosłownie w nic,
To wnet  uświadomisz, że ty, to nie jesteś ty!

I odtąd Jurek, choć został sceptykiem,
Uśmiechnie się czasem nad swoim nawykiem.
Szukanie prawdy po dzień dzisiejszy trwa
A Jurek jak dobrze się miał, tak dobrze się ma.




Contact Us / Kontakt z nami
skaner@skaner.net / +1 519 641 8894